Bullet Journal, czy to w ogóle ma sens?

Bullet journal czy to w ogóle ma sens?

Do różnych nowinek technologicznych podchodzę super hurra optymistycznie.

Jednak jeśli chodzi o temat planowania jakkolwiek „zorganizowanego” to podchodzę do tego z bardzo dużą rezerwą, tak jakoś zwykle czuję, że to po prostu przerost formy nad treścią (albo bardziej mój brak wiary w takie narzędzia). Z drugiej strony trochę we mnie kreatywności chyba siedzi, bo jakby nie było coś od czasu do czasu „tworzę”. No a skoro różne kreatywne blogi śledzę na bieżąco, tak też natrafiłam na Bullet Journal. No i zobaczyłam udostępniane zdjęcia na Instagramie z różnymi planami na tydzień, miesiąc itd. i w dodatku bardzo ładnie ozdobionymi. Mimo wszystko pomyślałam wtedy: OK fajne, ale nie bardzo mi akurat potrzebne (ale czy na pewno?).

bujo-1

Moje planowanie

Jakby tak się zastanowić, to każdy w jakimś sensie planuje. Jedni będą robić zapiski w notesie, kalendarzu, inni będą robić sobie taką listę online lub w jakiejś aplikacji. Jeszcze inni nie będą zapisywać nic, a mimo wszystko je realizować(!). Będą także osoby, które są w stanie kupić sobie bardzo ładne „narzędzia” do planowania, już na samym początku. U mnie do dnia dzisiejszego był taki ogólnoplanowy free style. Część ważnych terminów miałam zapisanych w telefonie, z przypomnieniem, część jakichś list również w telefonie miałam jako notatki. Czasem zdarzało mi się coś zapisać na karteczkach różnych (lubiących się gubić). Czułam jednak taki ogólny chaos, z mniej więcej zarysem tego co np. mam w danym dniu czy tygodniu do zrobienia. Coś mnie w końcu tknęło i pomyślałam, że może jednak mogłabym jakoś lekko przynajmniej ogarnąć moje wszystkie zadania, plany, ale też i pomysły. Wielokrotnie to właśnie z tymi ostatnimi mam problem, bo wpada mi całkiem sporo pomysłów do głowy, ale bardzo rzadko je zapisuję, a co za tym idzie całkowicie o nich zapominam.

Z drugiej strony bardzo lubię tak od czasu do czasu się wyżyć kreatywnie, niekoniecznie publikując te rzeczy gdziekolwiek. Wtedy właśnie pomyślałam o Bullet Journalu, jako o miejscu które może być dla mnie połączeniem tego wszystkiego.

bujo-2

Bullet Journalowe rozeznanie

Czując ten ogólny chaos w moich planach postanowiłam rozeznać temat. Wsród blogerek jest to temat niezmiernie popularny chyba, tak mi się przynajmniej wydaje, bo znalazłam co najmniej kilka(naście) wpisów o Bullet Journalu. Poniżej moja skrótowa interpretacja o co w tym wszystkim chodzi.

Bullet Journal: jest to dziennik czy planer w całkowicie dowolnej formie, dla którego charakterystyczne jest spisywanie bardzo skrótowych myśli/ zadań/ tematów (z angielskiego bullet points). Potrzebujemy do tego tylko coś do pisania oraz jakiś zeszyt i tyle. Naprawdę! Reszta to kwestia naszej wyobraźni. Inspiracji w necie znajdziecie sporo, jednak ja nie bardzo chcę się inspirować. U mnie na razie plan jest taki, żeby mieć listę (log) spraw/ zadań na cały rok (takie ogólne sprawy, które na pewno będą miały miejsce, i o których warto pamiętać), trochę bardziej konkretnie będzie wyglądała moja lista na cały miesiąc i później na tydzień. Postanowiłam też dodatkowo planować sobie posiłki (trochę po to, żeby bardziej ogarniać jakie produkty aktualnie w lodówce mam i co mogę z tego zrobić), a także moja garderoba (bo szyję, więc często potrzebuję robić sobie takie burze mózgów co mi się podoba, co do ubrania by mi się przydało itd.). Aha i przy moich tygodniowych i dziennych planach zostawię sobie też miejsce na luźne pomysły /przemyślenia. Jak będę miała ochotę to coś dorysuję, ale ogólnie plan jest taki, żeby zbyt wiele czasu mi to nie zajmowało🙂 W końcu to tylko planowanie.

Aha! Ja zaczynam od zwykłego notesu w kratkę, który już mam od jakiegoś czasu i mam w nim też zapisanych kilka kartek + mam też taki bardzo cienko piszący cienkopis, którym się przyjemnie pisze.

bujo-3

Zamiary

Mój cel jest dość prosty, chcę żeby nie zajmowało mi uzupełnianie Bullet Journala niewiadomo jak dużo czasu. Rano przed wyjściem do pracy poświęcę na niego kilka minut i wieczorem jak będę szła spać, to też kilka minut poświęcę. I tyle. Mam nadzieję, że realizacja moich różnych planów i zadań będzie choć trochę efektywniejsza, a nie że będzie to planowanie dla samego planowania.Tego bym bardzo nie chciała. Jak coś z tego wyjdzie ciekawego, to obiecuję Wam o tym napisać. A póki co możecie obserwować mnie na moim Instagramie, tam od czasu do czasu będę umieszczać inspiracyjne zdjęcia z moich poczynań.

Zaczarowana video

Jakiś czas temu zaczęłam nagrywać filmiki. Ostatnio tak mnie to bardzo pochłonęło, że właściwie ciągle o tym myślę, co by można ciekawego nagrać, a co by się nadawało na mój mini kanał na Youtube’ie.

Jednak dzisiaj nie o moim kanale, a o tym, dlaczego zaczęłam oglądać Youtube. Nie wiem jak Wy, ale ja jeszcze jakiś czas temu uważałam Youtube za zbiór głupkowatych filmików, plus ewentualnie jakąś muzykę do posłuchania albo recenzje sprzętu. I właściwie tyle. Jakoś nawet nie wpadłam na to, że w ciągu ostatnich 5ciu może 6ciu lat, tak dużo się zmieniło, a Youtube to zbiór całkiem wartościowych treści, jeśli wiecie czego szukać.

Właśnie z tego powodu chcę Wam przedstawić kilka kanałów, które subskrybuję i regularnie oglądam. Wydaje mi się, że na początek warto mieć jakiś punkt zaczepienia, może kilka kanałów, które mogą się okazać dla Was wartościowe. Problem jak dla mnie, tak jak w sumie z blogami, jest taki, że wszelkie zestawienia ciekawych polskich Youtuberów, do mnie nie do końca przemawiają. Także jeśli interesuje Was moda, nauka czy ciekawe złożone filmy, to może z mojej listy coś ciekawego dla Was też się znajdzie.

Na poczatek oczywiscie Radzka i jej seria o sylwetkach (to właśnie od tej serii zaczęłam ją obserwować), ale też inspiracje każdego miesiąca czy seria o ikonach mody.

W temacie mody polecam także anglojęzyczny kanał Mimi Ikonn. To u niej można znaleźć bardzo ciekawą teorię dobierania kolorów do cery. W sumie po raz pierwszy to od niej nauczyłam się w jaki sposób znaleźć „swoje” kolory. Poza tym Mimi jest dla mnie mega inspirująca, podróżuje sporo po świecie  oraz ma bardzo ciekawe przemyślenia dotyczące różnych życiowych tematów, którymi chętnie dzieli się na swoim kanale.

 

Jeśli chodzi jeszcze o modę, a bardziej o szycie, to szczerze polecam kanał Co za szycie. Ruda, która go prowadzi to mega energetyczna osoba i naprawdę może Was wkręcić w szycie. Dzięki niej zdołałam doprowadzić do końca moje pierwsze szyciowe projekty, wiedząc że nie wszystko musi być idealne.

 

W temacie bajkowym obserwuję natomiast kanał Owieczki Shaun. Bardzo często dodawane są króciutkie filmiki z nowymi przygodami owieczek, tworzone techniką animacji tradycyjnej. A to mój ulubiony:

Kanałem polecanym przez wielu jest Krzysztof Gonciarz. Chyba go oglądają wszyscy🙂 a zwłaszcza jego nową serię „Sztuka składania historii”.

A jeśli chcielibyście posłuchać super muzyki, przepięknego głosu i bardzo estetycznych filmów, to kanał Karoliny Baszak Was nie rozczaruje. Niektóre jej wykonania piosenek potrafię sobie puszczać zapętlone non stop i chyba nie tylko ja🙂

Dodatkowo subskrybuję także kilka polskich kanałów urodowych czy też tzw. life-style’owych, skąd czerpię ciekawe porady dotyczące różnych tematów od paznokci, poprzez trendy w makijażu czy ubiorze. Najlepsze jest to, że wystarczy tylko chcieć coś obejrzeć i można się samemu nauczyć różnych rzeczy. Kiedyś dzięki filmikowi naprawiliśmy mój iphone, innym razem znów jak nie wiedziałam jak przekręcić dźwignię w moim Silhouette Cameo (wstyd się przyznawać, wiem!), też taki filmik znalazłam jak sobie poradzić. Nie wspominając już o innych poradach, dość specyficznych poradach, które okazały się strzałem w 10! I w sumie razem z Adrianem jak tylko czegoś szukamy, nie wiemy jak coś działa, albo przed jakimś większym zakupem sprawdzamy co Youtube ma do powiedzenia na ten temat. Dodatkowo jeśli znacie angielski, to możecie być praktycznie pewni, że znajdzie się filmik, na temat, który Was interesuje.

Trochę się zastanawiałam nad tym kogo jeszcze mogę Wam polecić, jednak stwierdziłam, że Youtube to taka kopalnia, że sami na pewno znajdziecie inne ciekawe filmiki. A ta moja lista, to taka jak dla mnie samej baza. Ja sama dzięki poleconej liście kanałów jakiś czas temu przez worqshop trafiłam właśnie na Youtube i wsiąknęłam całkowicie.

Napiszcie mi koniecznie jakie są Wasze ulubione kanały, albo co ciekawego Wy oglądacie.

Zachowywanie wspomnień, czyli album z wakacji na Gran Canarii

Bardzo lubię zachowywać wspomnienia na wywołanych zdjęciach, które dodatkowo sobie ozdabiam różnymi drobnymi dodatkami, opisami, czy też jakimiś pamiątkami np. mapką lub ulotkami. Dlatego po naszym urlopie, który był w lutym bardzo chciałam zrobić album ze zdjęciami. W końcu mi się to udało, album jest bardzo prosty w formie, bo składa się tylko z 8 kart.

Czasem tak sobie myślę, że robienie albumów z wywołanymi zdjęciami jest tak bardzo old schoolowe. Zwłaszcza, że tych zdjęć robimy teraz tysiące, czy nawet setki tysięcy i często nawet zapomina nam się, jakie zdjęcia robiliśmy tydzień temu, nie mówiąc już o tym co było dawniej. Niby jesteśmy otoczeni takimi możliwościami, żeby zachowywać na przyszłość, to co się dzieje, jednak mam wrażenie, że to w otchłaniach dysków, Facebooka i Instagrama całkowicie ginie. Dlatego ja tak chętnie od czasu do czasu, jak mam lepsze zdjęcia lub jakiś pomysł, robię szybki album. Mam wrażenie, że fotografując wszystko, co się da, wspomnienia właściwie nie mają szans na to, żeby być zapamiętanymi na przyszłość. A ja jakoś jednak mam nadzieję, że może ktoś kiedyś będzie ciekawy tak za 100 lat, co ja robiłam, jak wyglądały jakieś ważne dla mnie wydarzenia.

album gran canaria

W ogóle podczas tego urlopu sporo nagrywaliśmy również filmików, i w pewnym momencie doszłam do wniosku, że czasem bardziej przywiązuję wagę do tego, co nagrać albo żeby na pewno ani centymetra krajobrazu na zdjęciach nie pominąć, zamiast tak po prostu napawać się otoczeniem. Zwykle właśnie z tego powodu staram się mieć trochę oddechu od jakiegokolwiek nagrywania i tak po prostu sobie pochodzić i pooglądać, to co ma dane miejsce mi do zaoferowania.

Podsumowując mój album możecie zobaczyć na filmiku na moim kanale, o tutaj.

A co Wy o tym myślicie? Lubicie w ogóle wywoływać zdjęcia, czy to raczej nie Wasza bajka?

 

 

Słomiana znalazła

Czyli, co mnie ostatnio zainspirowało

Wiem, wiem dużo inspiracji ogólnie w sieci i na blogach, ale jednak stwierdziłam, że może kogoś i ja jestem w stanie zainspirować. Mam tylko kilka pozycji, książki, miejsca w internecie czy buty. Zresztą zobaczcie sami czy ciekawych.

Pierwsza pozycja to książka Günthera Wallraffa „Z nowego wspanialego swiata”. Książka zwłaszcza w obliczu obecnych wydarzeń może okazać się niezmiernie ciekawą pozycją. Autor, który sam jest głównym „bohaterem”, przebiera się za różne postaci, żeby móc poznać świat z perspektywy tych ludzi. Zamiast relacji zwykłego dziennikarza pokazującego jakąś opinię, siedząc sobie wygodnie w swoim biurze, ale postanawia wczuć się w 100% w rolę. Na początek staje przed bardzo trudnym zadaniem, bo zamierza zobaczyć jak to jest być czarnoskórym mężczyzną w Niemczech.  Próbuje załatwiać zwykłe sprawy, np. wynająć mieszkanie, podjąć pracę czy nawiązywać kontakty podczas podróży. Wydarzenia oraz relacje i to co opisuje jak ludzie reagują są wręcz nie do uwierzenia. Poza tym postanawia sprawdzić jak wygląda życie bezdomnego, pracownika call center czy pracownika dużej piekarni. Dla mnie książka była jeszcze bardziej ciekawa, ponieważ mieszkam w Niemczech, więc mogę zobaczyć taką relację z innej perspektywy.

SONY DSC

Druga pozycja to również reportaż, pt. „Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo” Marka Rabija. Autorem jest polski dziennikarz, który postanowił sprawdzić warunki pracowników i całej branży odzieżowej w Bangladeszu. Opowiedziane są historie różnych ludzi, i takich całkowicie przeciętnych, i tych w lepszej sytuacji i o tym co to w ogóle znaczy lepsza sytuacja w tamtejszych realiach. Jak bardzo nie zdajemy sobie sprawy, że wszystko ma dokładnie dwie strony medalu i nic nie jest do końca białe albo czarne. Jeśli interesujecie się tematem mody, czy produkcji ubrań, to pozycja na pewno dla Was.

Jest Rudo to blog, na którym znajdziecie dużo ciekawych porad dotyczących fotografii, i to w dodatku pod kątem takiego amatorskiego robienia zdjęć, bez trudnych pojęć itd. Trafiłam na ten blog, bo szukałam po raz milionowy porad fotograficznych, a zwykłe kursy jakoś mnie odpychają. Jakoś nie wiem czemu, możliwe, że po prostu to moje lenistwo sprawia, że nie mam ochoty na poznawanie wszystkich bardzo szczegółowych pojęć dotyczących robienia zdjęć. Przecież na Iphonie nie zastanawiam się jaka przesłona czy czułość jest w danych warunkach odpowiednia. W każdym razie na tym blogu znajdziecie ciekawe i proste porady dotyczące fotografii.

I jeszcze jedno miejsce w sieci, na które trafiłam już dość dawno temu to: courseera. Jeśli szukacie bardzo wartościowych kursów online (te są akurat po angielsku, więc znajomość języka na raczej dość dobrym poziomie będzie niezbędna, żeby wziąć udział), prowadzonych przez pracowników różnych renomowanych uczelni takich jak np. Stanford University czy UCLA, to właśnie to miejsce dla Was. Znajdziecie tam listę kursów o różnej tematyce. Od kursów dotyczących branży IT, poprzez różne popularnonaukowe tematy, na psychologicznych bądź socjologicznych kończąc. Ja już jakiś czas temu wzięłam udział w kursie z tworzenia baz danych. I powiem Wam, że to doświadczenie było super. Kurs polegał na kilkunastu lekcjach, które były w formie filmików (prowadzący pokazywał lub tłumaczył dane zagadnienia), do każdego z nich był również przygotowany materiał, który można było sobie przerobić, a także były zadania do przerobienia. Dodatkowo zwykle tworzone jest forum, dla osób które akurat w kursie biorą udział i jest to bardzo pomocne, a w dodatku motywujące, jak widzicie ile innych osób też jest żądnych wiedzy i informacji.

SONY DSC

SONY DSC

Ostatnia moja inspiracja, to właściwie nie jest inspiracja, a bardziej rzecz warta polecenia. A są to buty. Buty marki Yokono. Jak byłam na urlopie na Gran Canarii, to kupiłam sobie sandałki na wysokim obcasie. Ale jakie to sandałki. Hiszpańskie, mega wygodne, chyba pierwsze letnie buty, który nie obtarły mnie przy pierwszym założeniu. Dodatkowo firma ta chwali się, że ekologiczne. Czy tak jest, można jedynie im zawierzyć, natomiast buty są super wygodne.  Jak będę tylko miała okazję, to kupię sobie jeszcze jakiś inny model.

To by było w sumie na tyle, jeśli chodzi o moje inspiracje. Mam nadzieję, że inspiracje będą się tu pojawiać od czasu do czasu, bo prawdę powiedziawszy jest bardzo dużo ciekawych rzeczy, które wpadają mi przed oczy lub w ręce, a którymi nigdy z nikim się nie dzielę.

A Was co inspiruje? Czytacie coś ciekawego? A może znacie jakieś ciekawe miejsca w sieci? Napiszcie w komentarzach, chętnie poczytam.

Gran Canaria w lutym?

Dzisiaj będzie coś, czego tu nigdy nie było. Mianowicie, tak jestem zachwycona moim zimowym pobytem na Gran Canarii, że postanowiłam się moimi wrażeniami podzielić na blogu.
 
Nie będzie to taka zwykła relacja z podróży, tego co widziałam czy co robiłam. Na początek chcę Wam zarysować, to jakie są moje wymagania urlopowe zwłaszcza w czasie zimowym, a że aż tak często na prawdziwy urlop nie ma okazji, to moja wiedza w tym temacie jest też trochę ograniczona.
 
Moje oczekiwania urlopowe w czasie zimowym:
Jak wybieram lokalizację na urlop w takim czasie jak teraz, to nikogo raczej nie zaskoczę, że pierwszą rzeczą, o której myślę, będzie słońce. Niestety w tym czasie nie zdecydowałabym się spędzić urlopu w Szwecji czy Norwegii (które zresztą uwielbiam).
Kolejne na co zwrócę uwagę to temperatura, powinno być ciepło, nie musi być to upał, bo bardzo nie lubię leżenia i opalania. Jednakże przyjemne 20 kilka stopni będzie naprawdę w porządku J
I jeszcze jedno jeśli gdzieś mam jechać tylko na tydzień (a tylko na tyle urlopu mogłam sobie pozwolić), to będę szukać lokalizacji w zasięgu lotu do 4 – 4,5 godziny.
Tym sposobem padło na Gran Canarię. Wyspa pod względem powierzchni jest dość duża, zwana jest też kontynentem w pigułce. Bo tak też jest. Są na niej i piękne plaże, szerokie wydmy, skaliste wybrzeża, wysokie góry, a mimo panujących przez cały rok wysokich temperatur jest zielono.
Jeśli chodzi o pogodę, to na bardzo słoneczną można liczyć na południu wyspy, gdzie zresztą zlokalizowane są wszystkie turystyczne kurorty. Natomiast im dalej na północ, tym pogoda raczej się pogarsza, w sensie na plażowanie nie ma co liczyć.
Bardzo dobrym pomysłem jest wypożyczenie samochodu na czas urlopu, drogi na wyspie są bardzo dobrej jakości, w ogóle cała infrastruktura robi wrażenie. A dodatkowo jak poszukujecie adrenaliny, to przejażdżki niektórymi drogami na pewno jej sporo dostarczą, mając z jednej strony zakręty o kształcie agrafki, a z drugiej urwisko. Co ciekawe lokalsi tamtymi drogami całkiem szybko jeżdżą i pewnie denerwują się na turystów, którzy im spowalniają drogę J
 
Złożyłam także krótki filmik z naszego całego pobytu na Gran Canarii, który możecie zobaczyć na moim kanale. Do czego oczywiście zachęcam.

Na wyspie na pewno warto zobaczyć wydmy w Maspalomas.
SONY DSC

Wydmy Maspalomas

SONY DSC

 
Kolejne miejsce to Puerto de las Nieves. My trafiliśmy tam trochę przez przypadek, ale jednak było warto. Jest to taki mały port, gdzie przypływa prom, a poza tym jest przepiękny widok na ocean oraz górskie klify. W czasie gdy my tam dotarliśmy zaczynało padać, a mi te chmury zawieszone na górach robiły dodatkowo niesamowity efekt.
SONY DSC

Zawieszone chmury na górach

SONY DSC

Z turystycznych miejscówek na pewno warto wybrać się, żeby chociaż zobaczyć Playa de Amadores. Sama miejscowość zlokalizowana jest w wąwozie, których na wyspie jest bardzo dużo.
SONY DSC

Playa de Amadores z hotelami w skałach

SONY DSC

Jednak oprócz typowo przewodnikowych miejsc warto pojechać też w góry. Przedzierając się przez drogi z serpentynami, z przepięknymi krajobrazami wokół, warto pojechać do Tenteniguada, a dalej do San Mateo. My dotarliśmy tam trasą GC-41. W pierwszej miejscowości chcieliśmy się wybrać na wędrówkę pieszą w góry, jednak dość sporo czasu nam zeszło na rozeznaniu czy w ogóle w okolicy jakieś szlaki istnieją. Okazuje się, że i owszem tak, ale dowiedzieliśmy się o tym po fakcie. Problemem okazała się przede wszystkim bariera językowa. Brak znajomości hiszpańskiego w takich malutkich miejscowościach jednak daje się we znaki. Ludzie tam po prostu żyją swoim dość wolnym tempem i raczej nie w głowie im nauka języków. Jednak spragnieni wędrowania pojechaliśmy od Tenteniguady dalej drogą GC-41 do San Mateo. To miejsce już wyglądało na całkiem większą mieścinę, położone pomiędzy górami. Część miasteczka leży w dolinie, część na stromych brzegach gór. Naprawdę podziwiam tam kierowców! To właśnie tam można zrobić sobie krótszą lub dłuższą wędrówkę, najpierw przez teren jeszcze zamieszkany, a później przez las i zbocza gór. Dodatkowo po samym centrum miasteczka też warto pochodzić, bo jest tam zachowana starówka, a dodatkowo tzw. balkon widokowy. Okolica jest przepiękna, w okresie zimowym jest praktycznie wolna od turystycznych tłumów. To jest to, co można uznać za super zwiedzanie.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Kolejne miejsce, częściej wymieniane w przewodnikach to Firgas. Warto je odwiedzić, bo miasteczko też jest położone na terenie górzystym. Dodatkowo, chyba żeby przyciągnąć turystów, stworzono tam z kafelek oraz rzeźb obrazy wszystkich Wysp Kanaryjskich. I chyba był to ciekawy i moim zdaniem bardzo udany zabieg miasta, w walce o turystów. Ja chodziłam tam pełna zachwytu, bo mogłam w jednym miejscu zobaczyć jak bardzo zróżnicowane są wszystkie wyspy, porównać ilość mieszkańców czy powierzchnię każdej z nich. Poza tym warto się też przejść tak po prostu uliczkami, zabudowa jest dość stara i taka czasem nawet eklektyczna, wymieszana. Poza tym rozciąga się stamtąd też przepiękny widok aż do Las Palmas.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

 
Na trasie z Firgas w kierunku na Las Palmas mija się także większe miasto, czyli Arucas. Tu już nie znajdziecie tego uroku malutkich miejscowości. Jednak warto też przyjechać, bo spośród budynków o przeciętnej wysokości tak do 4, 5ciu pięter wyłania się stara katedra.

SONY DSC

SONY DSC

 
Samą stolicę z całą pewnością też warto zobaczyć, przynajmniej tak wynika z mojego rozeznania. Nam udało się tylko dotrzeć do La Isleta, czyli najbardziej na północ wysuniętego cypla, który należy do Las Palmas. Stamtąd rozciąga się super widok na miasto. Zwiedzanie samej stolicy zostawiliśmy sobie na czas późniejszy i niestety pogoda w ostatnim dniu nas zawiodła.

SONY DSC

SONY DSC

Podsumowując wyspę na pewno warto zobaczyć, będzie i dobrym miejscem na urlop z opalaniem i spędzaniem czasu na plaży jak i dla osób, które potrzebują trochę innych wrażeń, bo jest tam dużo do zobaczenia. A jeśli ktoś także np. lubi jeździć na rowerze bądź wędrówki górskie, to miejsce stanowczo dla niego.
Ja ze swojej strony serdecznie polecam. A co wy myslicie o takim zimowym urlopie?

Sihouette czy warto kupić?

To akurat jest dość indywidualna sprawa, jak to zawsze bywa. Jednak jeśli już zastanawiasz się nad tym czy warto, mam nadzieję, że mój dzisiejszy wpis Ci w tym pomoże.

SONY DSC

Silhouette Cameo to ploter tnący, dzięki któremu można wycinać w papierze oraz wielu innych materiałach, np. folii, folii samoprzylepnej, tkaninie, różnych rodzajach papieru i wielu innych. Dzięki temu urządzenie jest dość wszechstronne.
Do tej pory firma Silhouette America wprowadziła na rynek trzy rodzaje ploterów tnących: Silhouette Cameo (oraz nowsza wersja czyli Silhouette Cameo 2), Silhouette Portrait oraz Silhouette Curio.
Bardzo ciekawe zestawienie znajdziecie na blogu Wycinarni, którego swoją drogą bardzo Wam polecam. Można tam znaleźć wiele ciekawych informacji, inspiracji i pomocy.

SONY DSC

SONY DSC

 
Oczywiście istnieją na rynku także inne plotery tnące („dla hobbystów” podobny cenowo i warty rozpatrzenia jest z całą pewnością Brother Scan’n’Cut), ja jednak w dzisiejszym wpisie koncentruję się na Silhouette, bo taki akurat posiadam.
 
Główną różnicą (na pierwszy rzut oka) między ploterami marki Silhouette jest powierzchnia wycinania, Cameo wycina w papierze o powierzchni 30 x 30 cm, Portrait na formacie A4 i tak samo Curio. Ten ostatni to od kilku miesięcy nowość, ten ploter może także robić wytłoczenia oraz wycinać w grubej tekturze.
Krótkie porównanie maszynki ręcznej np. Big Shot od Sizzix oraz plotera tnącego marki Silhouette:
  Maszynka ręczna Ploter tnacy
cena ok. 600 zl ok. 1200 zl
mozliwość tworzenia swoich projektów nie tak
przenośność łatwa niezbyt łatwa
podłączenie do prądu nie tak
obsługa bez komputera tak tak (przy zapisie na USB)
cena gotowych projektów / wykrojów od średnio 40 / 50 zl ok. 0,99 dolarów / darmowe / swoje
możliwość wytłaczania tak nie (Curio jedynie ma taką możliwość)
jakość bardzo drobnych wzorów bardzo dobra dobra – bardzo dobra (zależy od skomplikowania wzoru)
grubość papieru  papier scrapbookingowy, specjalne wykrojniki tną także w grubszej tekturce (beermacie)  papier scrapbookingowy, wizytówkowy
łatwość obsługi  prosta (trzeba poznać tylko zasadę układania wykrojnika lub folderu do wytłaczania)  w miarę prosta (trzeba poznać program Silhouette Studio)
Powierzchnia wycinania Wielkość wykrojnika 15 x 33 cm (ogranicza wielkość wykrojnika, istnieją także maszynki, które wycinają na powierzchni formatu A4)  30 x 30 cm, istnieje możliwość powiększenia do 30 x 60 cm
 
Na internecie, na Youtube itd. znajdziecie bardzo dużo instrukcji w jaki sposób wycinać za pomocą jednej lub drugiej maszynki.
 
A teraz kilka moich osobistych uwag. Swoje Silhouette mam od maja poprzedniego roku i jak do tej pory ani chwili nie żałowałam tego zakupu. Jestem w stanie wyciąć praktycznie wszystko co tylko zechcę, stworzyć coś swojego, wycinać w rożnych wielkościach i dopasowywać wielkość wycinania do swoich potrzeb, a nie na odwrót. Dlatego ani na chwilę nie zamieniłabym mojego Silhouette Cameo na maszynkę ręczną. Jednak muszę tu zaznaczyć, że ja zazwyczaj wycinam w papierze scrapbookingowym, czyli nie bardzo grubym. W zależności od producenta papier taki to maksymalnie 240g, więc nie jest on bardzo gruby. Jeśli zastanawiacie się nad wycinaniem w tekturze i korci Was ploter tnący, to rozpatrzyłabym wtedy bardziej Silhouette Curio.
 

SONY DSC

Jeszcze jedna ważna sprawa, ponieważ firma produkujaca Silhouette pochodzi z USA, dlatego wszystkie instrukcje, tutoriale i filmiki znajdziecie po angielsku. Jednak bardzo dobrą wiadomością jest to, że można zmienić sobie język w Silhouette Studio na polski, więc tak naprawdę nie powinno to stanowić aż tak dużego ograniczenia.
Dodatkowo zapraszam na mój kanał na Youtube, gdzie  mam już kilka filmików na temat Silhouette.
 
To by bylo na tyle. Życzę udanych wyborów i kreatywnego wycinania!

Szycie jest proste! Opowiastka o moim szyciu

Zaczęło się wszystko dość niedawno, bo około dwóch lat temu dostałam swoją pierwszą maszynę do szycia. Był to temat całkowicie dla mnie obcy, zawsze wydawało mi się to bardzo skomplikowane, żeby samej uszyć cokolwiek. Nieźle radziłam sobie w szyciu ręcznym jeszcze w szkole podstawowej. Nawet raz była taka sytuacja, że pani od techniki nie mogła uwierzyć, że ja sama wykonałam takie precyzyjne stebnowanie jak na maszynie do szycia! (Ach te panie nauczycielki!) Mimo wszystko nigdy nie czułam, że to może w ogóle być to, co mogę robić sama. O tym co takiego sprawiło, że szyję i nawet ubrania przeze mnie uszyte noszę, możecie posłuchać i zobaczyć kilka moich ubraniowych produktów w filmiku na moim kanale na Youtubie. Poza tym jeśli trochę bardziej interesuje Was temat mody, ubrań, to także kilka inspiracji podaję w moim filmiku.
 

W chwili obecnej szycie bardzo mnie pochłonęło i coraz bardziej chcę nauczyć się robić to dobrze, tak żeby nie mieć sobie nic do zarzucenia.
A na koniec chce Wam pokazać jaki już stosik swoich wyrobów posiadam (dodatkowo muszę zaznaczyć, że to nie są wszystkie rzeczy, które przez ostatnie pół roku udało mi się uszyć!):
SONY DSC

Przeze mnie uszyte!

SONY DSC

Przeze mnie uszyte!

 
Poza tym odkąd szyję, dużo wiekszą uwagę przywiązuję do kupowanych ubrań w sklepie. Sprawdzam metki, jakość sciegów, skręcające się szwy oraz inne detale, które jeszcze rok temu były dla mnie całkowicie nieistotne.
 
O szyciu będzie jeszcze sporo na blogu, pokażę Wam m.in. sposoby na szybkie szycie oraz kilka spostrzeżeń od takiego samouka jakim ja jestem J
 
A jak to jest u Was? Jesteście zachęcone do szycia czy raczej kupujecie gotowe ubrania w sklepie?