Nauka · Poszukiwanie pracy · Przemyślenia

Bore out, czyli zanudzenie w pracy

Pisałam już kiedyś o tym jak dodatkowo się „wspomagam” w pracy tutaj, która nie jest zbyt kreatywna, po to, żeby mieć choć trochę poczucia kreatywności, czy może nawet inności wokół siebie. Chodzi mi po głowie jeszcze inny temat, który niekoniecznie odnosi się do kreatywności (ale poniekąd może być z jej brakiem związany), bo chodzi mi o kwestię kompletnej nudy podczas pracy. Jak by nie było brak kreatywnej pracy, kreatywnego środowiska będzie pośrednio wpływał na znudzenie pracownika. Bez względu na to ile zadań w ciągu dnia on wykonuje.


Kiedy zrobisz już swoje wszystkie zadania, a jest dopiero 9 rano?

No właśnie – absurd, pomyślicie. Zwłaszcza, że większość pracowników zwykle narzeka na nadmiar pracy, tak jednak zdarzają się (a badania pokazują, że wcale nie tak rzadko – tu sobie poczytaj) stanowiska, które zapewniają bardzo małą ilość zadań. A oprócz zadań podstawowych nie oferują jakichkolwiek możliwości rozwoju. Mam tu na myśli możliwość pomagania innym pracownikom lub przełożonym, czy też kursy online, korzystanie po prostu z internetu (w prywatnych celach!), szkolenia zawodowe, zajęcia dodatkowe sportowe lub jakiekolwiek inne, które choć trochę mogłyby urozmaicić pracę. Niestety stanowisk takich jest dość sporo, a na codzień nie zdajemy sobie z tego sprawy. Będą to wszystkie te stanowiska, gdzie oczekuje się bycia gotowym na podjęcie telefonu, rozwiązanie jakiegoś problemu, czyli wszystkie te, gdzie ilość zadań jest całkowicie zależna od tego, co nam np. szef przydzieli. Często się też zdarza, że desperacko zgłosimy szefowi fakt, że nie mamy po prostu co robić. I w tym momencie wszystko zależy od chęci i możliwości, ale często też wiary w umiejętności swojego pracownika. Kończy się więc taki układ na tym, że przełożony ma pracy po pachy, ale nie ma czasu lub chęci przekazać części swoich zadań swojemu pracownikowi, więc ten pierwszy nie wie za co się pierwsze zabrać, a ten drugi nie wie co ma ze sobą zrobić z braku zadań. Paradoks? Powiedziałabym, że dziwna prawidłowość, która w wielu miejscach niestety się sprawdza. Na temat zaufania w pracy można by też sporo pisać, jednak to może innym razem, bo dzisiaj o nudzie.

Nuda, nuda, nuda

Psychologowie nazywają syndrom zanudzenia w pracy jako bore out. Wbrew pozorom jego skutki są bardzo podobne do powszechnie znanego syndromu wypalenia zawodowego, czyli z angielskiego burn out. Może on doprowadzić do depresji, obniżenia poczucia własnej wartości, całkowitego poczucia braku spełnienia zawodowego, czy też problemów ze zdrowiem (bóle kręgosłupa, bóle głowy, apatia, ogólna niechęć do działania). Bardzo często też takie wypalenie z nudy ma swoje źródło w tym, że dana osoba jest zatrudniona na stanowisku dużo poniżej swoich kwalifikacji. Niestety wykonywanie przez dłuższy czas pracy prostej, dalekiej od danego wykształcenia, powoduje zniechęcenie oraz poczucie tego, że się nie sprosta pracy bardziej wymagającej. Oczywiscie istnieć również powody, przez które ktoś nie chce tej niestety wykańczającej go pracy zmieniać. I niestety „kiepsko, ale stabilnie” pozostaje statusem aktualnym na dłuższy czas. Najgorsze jest to, że taka sytuacja może być bardzo wykańczająca.

Wymyślasz problemy!

Z moich osobistych doświadczeń wynika niestety, że wiele osób nie widzi problemu w zatrudnianiu ludzi dużo poniżej kwalifikacji. Może się mylę, jednak powszechne jest myślenie „lepiej mieć pracę jakąś niż nie mieć” lub „lepiej się przemęczyć jakiś czas, ale będzie to dobrze wyglądało w papierach”. Ja bardzo nie lubię takiego podejścia, takiej zgody na bylejakość. Jednak jeśli bym miała taką możliwość zaapelować do menedżerów, lub osób decyzyjnych o przyjęciach do pracy, to bym chętnie wystosowała do nich taki apel:

Potrzebujesz przyjąć osobę z wykształceniem średnim, bez doświadczenia kierunkowego, do pomocy, do spraw różnych, przyjmij kogoś kto te warunki spełnia, a nie kogoś kto skończył studia, ma sporo doświadczenia w biurowej, ale wypadł na rozmowie kwalifikacyjnej najlepiej. Miło będzie jak w odpowiedzi usłyszy, że to stanowisko poniżej jego kwalifikacji. Serio!

Mi było bardzo miło, jak coś takiego usłyszałam 🙂


Ludzie składają aplikacje na różne stanowiska, czasem coś wyślą przez przypadek, a czasem nie są świadomi jakie to stanowisko. Często ogłoszenia o pracę i ich treść pozostawia także sporo do życzenia i można z nich wyciągnąć też bardzo błędne wnioski. Sprawny HR powinien być w stanie takie napływające aplikacje odfiltrować.

Nie ma nic gorszego niż praca poniżej kwalifikacji, i nie jest to jakieś wywyższanie się. Po prostu szkoda zdrowia. No, ale co zrobić jeśli tak bardzo trudno znaleźć nam kierunkowe zatrudnienie? Jest kilka opcji: upartość i zawziętość aż do uzyskania zamierzonego celu, próba podniesienia jeszcze swoich kwalifikacji lub luk, które mogą być dla nas przeszkodą w znalezieniu pracy idealnej, lub znalezienie rozwiązania pośredniego, takiego jak samozatrudnienie. Wiem, że nie jest to jakiś szybki przepis na sukces, ale szybkiej wersji ja sama nie znam. Jak poznam, to chętnie się podzielę 😉

A Wy spotkaliście się już z bore outem? Czy to dla Was całkowicie obce pojęcie, bo raczej możecie narzekać na nadmiar niż brak zadań?

 

Reklamy
Niemcy · O mnie · Poszukiwanie pracy · Praca w Niemczech · Uncategorized

Jak szukać pracy w Niemczech?

Jak przeprowadziłam się do Niemiec, mając już trochę lat doświadczenia zawodowego w Polsce, byłam pewna, że ze znalezieniem pracy nie powinnam mieć większego problemu. Wiedziałam, że brak lub nie najlepsza znajomość języka może stanowić przeszkodę, ale miałam wrażenie, że jest tak dużo firm międzynarodowych, gdzie językiem używanym w pracy jest język angielski, że tylko trochę wytrwałości i coś się znajdzie. Jak widać moje nastawienie było mega optymistyczne (i w sumie dobrze, dlaczego się od razu stresować). Niestety nie wzięłam pod uwagę jednego, że nie mam super poszukiwanego zawodu (z wyksztalcenia jestem HRowcem, a pracowałam w księgowości i akurat i do jednego i do drugiego dobra znajomość niemieckiego jest niemalże konieczna, co ciekawe nawet w firmach, w których język angielski jest jako pierwszy język), dlatego moje szanse są od razu na starcie mniejsze.

Jednak mimo wszystko nie zrażając się aż tak bardzo, zaczęłam wysylac cv do różnych firm, ale jednak zaproszeń na rozmowy kwalifikacyjne było bardzo niewiele. Wtedy też zapisałam się od razu na intesywny kurs językowy, żeby jednak trochę nadgonić. Uczyłam się niemieckiego jeszcze w czasach liceum i studiów, jednak nigdy się tak naprawdę nie nauczyłam. W tym czasie popełniałam podstawowy błąd, bo wysyłałam najczęściej tylko cv i list motywacyjny. Poczytałam sobie o tym trochę wcześniej na różnych stronach internetowych jak aplikować o pracę w Niemczech i stwierdziłam, że jakoś super ten proces się nie różni od procesu starań o pracę w Polsce. I tu zonk, bo niby na pierwszy rzut oka wygląda bardzo podobnie, bo wymagane jest cv i list motywacyjny, ale jednocześnie wszystko ma trochę inną formę. O dokumentach napiszę jeszcze w najbliższym czasie, bo to jest dość ważny temat.

Wracając jednak do moich przygód z poszukiwaniem pracy, moje założenie było takie, że nie chcę iść do pierwszej lepszej pracy, która się nadaży (suma sumarum do właśnie takiej pracy, pierwszej lepszej która się trafiła poszłam w końcu i niezbyt dobrze się to dla mnie zakończyło), żeby np. nie pracować w sklepie itp. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Wysyłałam więc zgłoszenia głównie do firm zagranicznych lub z językiem angielskim. Jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ja nie jestem jedyna (ciekawe :)) i że wsród obcokrajowców, to są najbardziej popularne miejsca do aplikowania, co znaczy, że firmy toną w dokumentach.

Po jakimś czasie jednak poszłam na jedną rozmowę, później na kolejną i jakoś trochę nabierałam doświadczenia. Nie były to jeszcze rozmowy, po których dostałam propozycje pracy, ale ja chciałam zdobyć doświadczenie w rozmowach kwalifikacyjnych. To akurat bardzo ważne, i nawet jak nie bardzo mnie interesowała praca, to szłam na rozmowę tak czy siak. Po którejś z kolei zauważycie pewien schemat, który obowiązuje.

W końcu pracę dostałam, i to akurat bez poszukiwania, bo można powiedzieć, że to praca znalazła mnie. Jednak kolejną znalazłam już ja sama, po dość krótkim, ale intensywnym czasie poszukiwania.

Wiadomo ile ludzi tyle doświadczeń, dlatego każdy będzie miał w sumie swoją osobną historię.

Podsumowując nasuwa mi się kilka wniosków:

1. Chodź na rozmowy kwalifikacyjne. Nawet jeśli pracy faktycznie byś nie chciała przyjąć, to warto ze względu na trening w rozmowach..

2. Nie zrażaj się od razu do tego, że część ofert jest tylko od firm zewnętrznych (tzn. zatrudnia was firma X, a pracować będziecie w firmie Y). O tym jeszcze muszę kiedyś szerzej napisać, bo temat leasingu pracowników w Niemczech jest dużo bardziej rozwinięty. Jest to często szansa na dostanie się do dużych firm, do których samemu może ciężko się przebić.

3. Na rozmowę się przygotuj dokładnie. Tu trzeba zaznaczyć, że trzeba znać bardzo dobrze swoje cv (to jest chyba oczywiste), pamiętać co się pisało w liście motywacyjnym czy też choć trochę wiedzieć na temat firmy. Dobrze też się zapoznać z opisem stanowiska pracy (ja raz tego nie zrobiłam i musiałam świecić oczami, co oczywiście zakończyło się dla mnie niepowodzeniem na mojej pierwszej rozmowie).

4. Pisz zawsze list motywacyjny. Zawsze! CV bez listu w ogóle nie ma racji bytu, a najlepiej to pamiętaj o dokumentach, które potwierdzają twoje doświadczenie i kwalifikacje.

5. Unikaj raczej polskich firm. Ja to akurat piszę z własnego doświadczenia, niekoniecznie dobrego. Oczywiście wszystko zależy od danej sytuacji, na pewno są też osoby, które mają super doświadczenie z polskimi firmami. W moim przypadku to się nie sprawdziło i tyle. Poza tym juz tak zdrowo rozsądkowo patrząc, to praca w polskiej firmie patrząc na dalszy rozwój kariery (jeśli będziecie chcieli ją kontynuować w Niemczech), niekoniecznie będzie super punktem potwierdzającym doświadczenie w pracy w Niemczech w cv.

Jeśli akurat tutaj trafiłaś, bo właśnie poszukujesz pracy w Niemczech, napisz mi o swoich doświadczeniach i uwagach. Z mojej strony natomiast będzie jeszcze kilka takich wpisów z serii jak szukać pracy za naszą zachodnią granicą.