Kreatywność w niekreatywnej pracy?

Jak sobie radzić, gdy praca którą wykonujesz nie jest kreatywna? W sumie ani trochę kreatywna. W swoim wyimaginowanym świecie widzę siebie od dawna w bardzo kreatywnym środowisku, jakbym miała siebie opisać tak w skrócie to: 100 pomysłów dziennie, idei do zrealizowania, z czego oczywiście realizuję może z 5 🙂 To i tak jest dużo. Nie wiem czy to znacie, ale ja mam w głowie taką ekscytację za każdym razem jak wpadnie mi do głowy jakiś pomysł. Często próbuję w pracy „zarażać” innych moim podejściem, ale zwykle widzę brak entuzjazmu. No bo jak to tak, coś więcej zrobić niż to co do mnie należy i jeszcze się z tego cieszyć? Tak bardzo nie lubię tego podejścia, że praca to praca i trzeba odbębnić to co do mnie należy, dlatego albo sobie znaduję jakieś miejsce dla siebie w danej organizacji, albo robię wszystko, żeby nie zatracić się w takim trybie roboty, zwykłej roboty – zakasać rękawy i robić. Och, to nie ja.


Jak sobie radzić z pracą w niekreatywnym środowisku, żeby swojej kreatywności nie zabić?

Przez dłuższy czas pracowałam w korporacji, w dziale księgowości. No cóż, kreatywnie księgować to nie za bardzo się da, jednak korpo zwykle daje trochę możliwości na rzeczy dodatkowe. I to one mnie właściwie tam trzymały. Na początku przez jakiś czas prowadziłam szkolenia z komunikacji z klientem, po jakimś czasie zapisałam się na szkolenie z programowania w VBA i od czasu do czasu postanawiałam jakieś pliki w pracy udoskonalić, żeby praca była ciekawsza i szybciej mi mijał czas. Jak się natrafiła okazja, to pojechałam na dobrych kilka miesięcy do Finlandii, gdzie mogłam pracować w trochę bardziej międzynarodowym środowisku. No ale…. w pewnym momencie przydażyła nam się wyprowadzka za granicę. Moja pierwsza praca nie była w korporacji (och, pamiętaj, że jeśli teraz tak bardzo narzekasz na korpo, zatrudnij się na chwilę w mikro firmie, to się przekonasz, jak Twoja obecna praca jest pełna zalet! Wiem co mowię!), tylko…. w małej firmie budowlanej. Hmm, branża, o której nie miałam pojęcia i za bardzo nawet nie chciałam mieć pojęcia. Pracy było bardzo dużo, nawet jeszcze dla dodatkowej osoby by wystarczyło. Jak to w małych firmach, wszystko trzeba było ogarniać. Dlatego też czasu ani miejsca na kreatywność nie było ani trochę. Niestety takie środowisko trochę mnie spłaszczyło, o kreatywności już nie wspominając. Jednak praca tam nie trwała długo i zaczęłam pracować znów w dużej firmie. Niestety możliwości na angażowanie się w dodatkowe „akcje” już nie mam, to akurat przez moją formę zatrudnienia (może kiedyś o tym napiszę). No ale nie znaczy to, że nic się nie da. Da się i to bardzo wiele. Moja praca głównie odbywa się przy komputerze, klawiatura i monitor, to to co zajmuje mnie najbardziej. A to oznacza, że mogę w tym czasie czegoś słuchać. Można oczywiście słuchać i uczestniczyć w dyskusjach w biurze (czasem i owszem całkiem ciekawe, ale dla mnie mimo wszystko dość rzadko). Aby mieć poczucie niezmarnowania czasu na słuchaniu przedziwnych opowieści, ja słucham podcastów, a czasem audiobooków. Czy to jakiś ciekawy wywiad, czy to pogadanka o oszczędzaniu pieniędzy, czy o marketingu internetowym. Zawsze coś ciekawego mi wpadnie z takich słuchowisk. W dodatku mam wrażenie, że takie zajęcie słuchu dodatkowo wspomaga moje chęci i kreatywność. Jeśli tylko macie taką pracę, w której wasz słuch nie jest zajęty, to serdecznie polecam. Na pewno znajdziecie jakiś temat, który akurat was interesuje, czy to naukowy, czy rozrywkowy, czy po prostu jakieś ciekawe wywiady.
Oczywiście jeśli tylko macie taką możliwość np. w dużej firmie, to próbujcie angażować się w dodatkowe akcje, nie dość, że można poznać ciekawych ludzi, to jeszcze coś dla siebie zyskać, jakieś ciekawe doświadczenie albo po prostu urozmaicenie dnia pracy.

Poniżej znajdziecie listę 5 najciekawszych kanałów z podcastami, których regularnie słucham:

1. Więcej niż oszczędzanie pieniędzy

2. Włodek Markowicz On Air

3. Więcej niż zdrowe odżywianie

4. Monocycle with Leandra Medine

5. BBC 6 Minute Grammar

Powyżej na zdjęciu jeszcze książka pt. „Craft a life you love” napisana przez bardzo kreatywną Amy Tangerine (wszystkie scrapujące osoby na pewno ją znają), która mi ostatnio dość często towarzyszy, a jej podejście jest właśnie dość ciekawe. Na pewno zgadzam się z nią w tym, że w każdej pracy możemy zdobyć ciekawe doświadczenie, jeśli tylko od siebie też sporo damy.

A Wy zajmuciecie jakoś swój słuch w pracy niekoniecznie kreatywnej? A może macie jakieś kreatywne zajęcie na codzień i ten problem Was nie dotyczy?

 

Bullet Journal, czy to w ogóle ma sens?

Bullet journal czy to w ogóle ma sens?

Do różnych nowinek technologicznych podchodzę super hurra optymistycznie.

Jednak jeśli chodzi o temat planowania jakkolwiek „zorganizowanego” to podchodzę do tego z bardzo dużą rezerwą, tak jakoś zwykle czuję, że to po prostu przerost formy nad treścią (albo bardziej mój brak wiary w takie narzędzia). Z drugiej strony trochę we mnie kreatywności chyba siedzi, bo jakby nie było coś od czasu do czasu „tworzę”. No a skoro różne kreatywne blogi śledzę na bieżąco, tak też natrafiłam na Bullet Journal. No i zobaczyłam udostępniane zdjęcia na Instagramie z różnymi planami na tydzień, miesiąc itd. i w dodatku bardzo ładnie ozdobionymi. Mimo wszystko pomyślałam wtedy: OK fajne, ale nie bardzo mi akurat potrzebne (ale czy na pewno?).

bujo-1

Moje planowanie

Jakby tak się zastanowić, to każdy w jakimś sensie planuje. Jedni będą robić zapiski w notesie, kalendarzu, inni będą robić sobie taką listę online lub w jakiejś aplikacji. Jeszcze inni nie będą zapisywać nic, a mimo wszystko je realizować(!). Będą także osoby, które są w stanie kupić sobie bardzo ładne „narzędzia” do planowania, już na samym początku. U mnie do dnia dzisiejszego był taki ogólnoplanowy free style. Część ważnych terminów miałam zapisanych w telefonie, z przypomnieniem, część jakichś list również w telefonie miałam jako notatki. Czasem zdarzało mi się coś zapisać na karteczkach różnych (lubiących się gubić). Czułam jednak taki ogólny chaos, z mniej więcej zarysem tego co np. mam w danym dniu czy tygodniu do zrobienia. Coś mnie w końcu tknęło i pomyślałam, że może jednak mogłabym jakoś lekko przynajmniej ogarnąć moje wszystkie zadania, plany, ale też i pomysły. Wielokrotnie to właśnie z tymi ostatnimi mam problem, bo wpada mi całkiem sporo pomysłów do głowy, ale bardzo rzadko je zapisuję, a co za tym idzie całkowicie o nich zapominam.

Z drugiej strony bardzo lubię tak od czasu do czasu się wyżyć kreatywnie, niekoniecznie publikując te rzeczy gdziekolwiek. Wtedy właśnie pomyślałam o Bullet Journalu, jako o miejscu które może być dla mnie połączeniem tego wszystkiego.

bujo-2

Bullet Journalowe rozeznanie

Czując ten ogólny chaos w moich planach postanowiłam rozeznać temat. Wsród blogerek jest to temat niezmiernie popularny chyba, tak mi się przynajmniej wydaje, bo znalazłam co najmniej kilka(naście) wpisów o Bullet Journalu. Poniżej moja skrótowa interpretacja o co w tym wszystkim chodzi.

Bullet Journal: jest to dziennik czy planer w całkowicie dowolnej formie, dla którego charakterystyczne jest spisywanie bardzo skrótowych myśli/ zadań/ tematów (z angielskiego bullet points). Potrzebujemy do tego tylko coś do pisania oraz jakiś zeszyt i tyle. Naprawdę! Reszta to kwestia naszej wyobraźni. Inspiracji w necie znajdziecie sporo, jednak ja nie bardzo chcę się inspirować. U mnie na razie plan jest taki, żeby mieć listę (log) spraw/ zadań na cały rok (takie ogólne sprawy, które na pewno będą miały miejsce, i o których warto pamiętać), trochę bardziej konkretnie będzie wyglądała moja lista na cały miesiąc i później na tydzień. Postanowiłam też dodatkowo planować sobie posiłki (trochę po to, żeby bardziej ogarniać jakie produkty aktualnie w lodówce mam i co mogę z tego zrobić), a także moja garderoba (bo szyję, więc często potrzebuję robić sobie takie burze mózgów co mi się podoba, co do ubrania by mi się przydało itd.). Aha i przy moich tygodniowych i dziennych planach zostawię sobie też miejsce na luźne pomysły /przemyślenia. Jak będę miała ochotę to coś dorysuję, ale ogólnie plan jest taki, żeby zbyt wiele czasu mi to nie zajmowało 🙂 W końcu to tylko planowanie.

Aha! Ja zaczynam od zwykłego notesu w kratkę, który już mam od jakiegoś czasu i mam w nim też zapisanych kilka kartek + mam też taki bardzo cienko piszący cienkopis, którym się przyjemnie pisze.

bujo-3

Zamiary

Mój cel jest dość prosty, chcę żeby nie zajmowało mi uzupełnianie Bullet Journala niewiadomo jak dużo czasu. Rano przed wyjściem do pracy poświęcę na niego kilka minut i wieczorem jak będę szła spać, to też kilka minut poświęcę. I tyle. Mam nadzieję, że realizacja moich różnych planów i zadań będzie choć trochę efektywniejsza, a nie że będzie to planowanie dla samego planowania.Tego bym bardzo nie chciała. Jak coś z tego wyjdzie ciekawego, to obiecuję Wam o tym napisać. A póki co możecie obserwować mnie na moim Instagramie, tam od czasu do czasu będę umieszczać inspiracyjne zdjęcia z moich poczynań.