DIY · Film · Kurs / Tutorial · Silhouette Cameo · Uncategorized

O Silhouette Cameo – wycinanie stempli, rysowanie

Jak wiecie od dłuższego czasu używam plotera tnącego Silhouette Cameo. Przez jakiś czas wycinałam tylko i wyłącznie w papierze, zresztą potrzeba trochę praktyki, żeby w miarę dobrze opanować czyste cięcie na papierze, dobieranie grubości, jakości papieru czy też rozwiązywanie różnych problemów. Jednak po czasie stwierdziłam, że warto zapoznać się z innymi możliwościami mojego Cameo, poza papierowymi 🙂 I tak najpierw kupiłam sobie pisaki, tzw. Sketch Pens, a także uchwyt do dowolnych pisaków (lub też np. do ołówka, czy żelopisu). Jak używać takiego uchytu pokazuję w jednym z moich ostatnich filmików:

 

Jeśli natomiast używacie stempli i chcielibyście sobie sami taki stempel wyciąć, to mam dobre wieści, Silhouette Cameo też to potrafi! Wystarczy dokupić sobie matę do wycinania stempli i materiał do stempli i bardzo szybko gotowy stempel będzie w Waszych rękach. O tym jak to zrobić również nagrałam ostatnio filmik:

 

I jak Wam się podobają takie opcje? Aha, zaznaczę dodatkowo, że ja w chwili obecnej posiadam Silhouette Cameo 2, jednak wersja najnowsza, czyli trójka może również wycinać stemple jak i możecie robić napisy czy rysunki za pomocą swoich pisaków.

 

Reklamy
Chiny · Film · Hobby · Podróże · Polecam · Scrapbooking · Silhouette Cameo · Turystyka · Uncategorized · Urlop · Wakacje · Wyjazdy

Scrapbooking po mojemu

Jakiś czas temu nagrałam filmik o tym, dlaczego tak bardzo lubię scrapbooking. Dzięki temu, że takie hobby mam, mogę się pochwalić całkiem pokaźną liczbą różnych zachowanych historii na scrapach, które chowam w albumach oraz małych albumów.

Ostatnio poraz kolejny nagrałam filmik, o tym jak takiego scrapa tworzę. To akurat taka lekka strona ze zdjęciem z Pekinu, na której wykorzystuję kilka różnych technik, od rysowania za pomocą Silhouette Cameo, poprzez wyszywanie ręczne na papierze, wycinanie malusieńkich elementów za pomocą Pix Scan (również dzięki Silhouette Cameo), a na napisach ręcznych kończąc. Samo zdjęcie było zrobione w tzw. Pałacu Letnim w Pekinie, jest to olbrzymia rezydencja i trudno nawet na europejskie warunki przetłumaczyć to jako pałac, bo to jest ogromny teren. Zresztą osobny wpis o Chinach i mojej opinii na pewno jeszcze na blogu zobaczycie. A tym czasem zapraszam Was do obejrzenia filmiku, który znajdziecie na moim kanale

A poniżej kilka zdjęć z Pałacu Letniego w Pekinie.

IMG_1617.jpgIMG_1611.jpgIMG_1614.jpgIMG_1608.jpgIMG_1589.jpg

 

Niemcy · O mnie · Poszukiwanie pracy · Praca w Niemczech · Uncategorized

Jak szukać pracy w Niemczech?

Jak przeprowadziłam się do Niemiec, mając już trochę lat doświadczenia zawodowego w Polsce, byłam pewna, że ze znalezieniem pracy nie powinnam mieć większego problemu. Wiedziałam, że brak lub nie najlepsza znajomość języka może stanowić przeszkodę, ale miałam wrażenie, że jest tak dużo firm międzynarodowych, gdzie językiem używanym w pracy jest język angielski, że tylko trochę wytrwałości i coś się znajdzie. Jak widać moje nastawienie było mega optymistyczne (i w sumie dobrze, dlaczego się od razu stresować). Niestety nie wzięłam pod uwagę jednego, że nie mam super poszukiwanego zawodu (z wyksztalcenia jestem HRowcem, a pracowałam w księgowości i akurat i do jednego i do drugiego dobra znajomość niemieckiego jest niemalże konieczna, co ciekawe nawet w firmach, w których język angielski jest jako pierwszy język), dlatego moje szanse są od razu na starcie mniejsze.

Jednak mimo wszystko nie zrażając się aż tak bardzo, zaczęłam wysylac cv do różnych firm, ale jednak zaproszeń na rozmowy kwalifikacyjne było bardzo niewiele. Wtedy też zapisałam się od razu na intesywny kurs językowy, żeby jednak trochę nadgonić. Uczyłam się niemieckiego jeszcze w czasach liceum i studiów, jednak nigdy się tak naprawdę nie nauczyłam. W tym czasie popełniałam podstawowy błąd, bo wysyłałam najczęściej tylko cv i list motywacyjny. Poczytałam sobie o tym trochę wcześniej na różnych stronach internetowych jak aplikować o pracę w Niemczech i stwierdziłam, że jakoś super ten proces się nie różni od procesu starań o pracę w Polsce. I tu zonk, bo niby na pierwszy rzut oka wygląda bardzo podobnie, bo wymagane jest cv i list motywacyjny, ale jednocześnie wszystko ma trochę inną formę. O dokumentach napiszę jeszcze w najbliższym czasie, bo to jest dość ważny temat.

Wracając jednak do moich przygód z poszukiwaniem pracy, moje założenie było takie, że nie chcę iść do pierwszej lepszej pracy, która się nadaży (suma sumarum do właśnie takiej pracy, pierwszej lepszej która się trafiła poszłam w końcu i niezbyt dobrze się to dla mnie zakończyło), żeby np. nie pracować w sklepie itp. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Wysyłałam więc zgłoszenia głównie do firm zagranicznych lub z językiem angielskim. Jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ja nie jestem jedyna (ciekawe :)) i że wsród obcokrajowców, to są najbardziej popularne miejsca do aplikowania, co znaczy, że firmy toną w dokumentach.

Po jakimś czasie jednak poszłam na jedną rozmowę, później na kolejną i jakoś trochę nabierałam doświadczenia. Nie były to jeszcze rozmowy, po których dostałam propozycje pracy, ale ja chciałam zdobyć doświadczenie w rozmowach kwalifikacyjnych. To akurat bardzo ważne, i nawet jak nie bardzo mnie interesowała praca, to szłam na rozmowę tak czy siak. Po którejś z kolei zauważycie pewien schemat, który obowiązuje.

W końcu pracę dostałam, i to akurat bez poszukiwania, bo można powiedzieć, że to praca znalazła mnie. Jednak kolejną znalazłam już ja sama, po dość krótkim, ale intensywnym czasie poszukiwania.

Wiadomo ile ludzi tyle doświadczeń, dlatego każdy będzie miał w sumie swoją osobną historię.

Podsumowując nasuwa mi się kilka wniosków:

1. Chodź na rozmowy kwalifikacyjne. Nawet jeśli pracy faktycznie byś nie chciała przyjąć, to warto ze względu na trening w rozmowach..

2. Nie zrażaj się od razu do tego, że część ofert jest tylko od firm zewnętrznych (tzn. zatrudnia was firma X, a pracować będziecie w firmie Y). O tym jeszcze muszę kiedyś szerzej napisać, bo temat leasingu pracowników w Niemczech jest dużo bardziej rozwinięty. Jest to często szansa na dostanie się do dużych firm, do których samemu może ciężko się przebić.

3. Na rozmowę się przygotuj dokładnie. Tu trzeba zaznaczyć, że trzeba znać bardzo dobrze swoje cv (to jest chyba oczywiste), pamiętać co się pisało w liście motywacyjnym czy też choć trochę wiedzieć na temat firmy. Dobrze też się zapoznać z opisem stanowiska pracy (ja raz tego nie zrobiłam i musiałam świecić oczami, co oczywiście zakończyło się dla mnie niepowodzeniem na mojej pierwszej rozmowie).

4. Pisz zawsze list motywacyjny. Zawsze! CV bez listu w ogóle nie ma racji bytu, a najlepiej to pamiętaj o dokumentach, które potwierdzają twoje doświadczenie i kwalifikacje.

5. Unikaj raczej polskich firm. Ja to akurat piszę z własnego doświadczenia, niekoniecznie dobrego. Oczywiście wszystko zależy od danej sytuacji, na pewno są też osoby, które mają super doświadczenie z polskimi firmami. W moim przypadku to się nie sprawdziło i tyle. Poza tym juz tak zdrowo rozsądkowo patrząc, to praca w polskiej firmie patrząc na dalszy rozwój kariery (jeśli będziecie chcieli ją kontynuować w Niemczech), niekoniecznie będzie super punktem potwierdzającym doświadczenie w pracy w Niemczech w cv.

Jeśli akurat tutaj trafiłaś, bo właśnie poszukujesz pracy w Niemczech, napisz mi o swoich doświadczeniach i uwagach. Z mojej strony natomiast będzie jeszcze kilka takich wpisów z serii jak szukać pracy za naszą zachodnią granicą.

Bullet Journal · Creativity · Instagram · nieKartka · Planowanie · Przydatne stwory · Uncategorized

Bullet Journal, czy to w ogóle ma sens?

Bullet journal czy to w ogóle ma sens?

Do różnych nowinek technologicznych podchodzę super hurra optymistycznie.

Jednak jeśli chodzi o temat planowania jakkolwiek „zorganizowanego” to podchodzę do tego z bardzo dużą rezerwą, tak jakoś zwykle czuję, że to po prostu przerost formy nad treścią (albo bardziej mój brak wiary w takie narzędzia). Z drugiej strony trochę we mnie kreatywności chyba siedzi, bo jakby nie było coś od czasu do czasu „tworzę”. No a skoro różne kreatywne blogi śledzę na bieżąco, tak też natrafiłam na Bullet Journal. No i zobaczyłam udostępniane zdjęcia na Instagramie z różnymi planami na tydzień, miesiąc itd. i w dodatku bardzo ładnie ozdobionymi. Mimo wszystko pomyślałam wtedy: OK fajne, ale nie bardzo mi akurat potrzebne (ale czy na pewno?).

bujo-1

Moje planowanie

Jakby tak się zastanowić, to każdy w jakimś sensie planuje. Jedni będą robić zapiski w notesie, kalendarzu, inni będą robić sobie taką listę online lub w jakiejś aplikacji. Jeszcze inni nie będą zapisywać nic, a mimo wszystko je realizować(!). Będą także osoby, które są w stanie kupić sobie bardzo ładne „narzędzia” do planowania, już na samym początku. U mnie do dnia dzisiejszego był taki ogólnoplanowy free style. Część ważnych terminów miałam zapisanych w telefonie, z przypomnieniem, część jakichś list również w telefonie miałam jako notatki. Czasem zdarzało mi się coś zapisać na karteczkach różnych (lubiących się gubić). Czułam jednak taki ogólny chaos, z mniej więcej zarysem tego co np. mam w danym dniu czy tygodniu do zrobienia. Coś mnie w końcu tknęło i pomyślałam, że może jednak mogłabym jakoś lekko przynajmniej ogarnąć moje wszystkie zadania, plany, ale też i pomysły. Wielokrotnie to właśnie z tymi ostatnimi mam problem, bo wpada mi całkiem sporo pomysłów do głowy, ale bardzo rzadko je zapisuję, a co za tym idzie całkowicie o nich zapominam.

Z drugiej strony bardzo lubię tak od czasu do czasu się wyżyć kreatywnie, niekoniecznie publikując te rzeczy gdziekolwiek. Wtedy właśnie pomyślałam o Bullet Journalu, jako o miejscu które może być dla mnie połączeniem tego wszystkiego.

bujo-2

Bullet Journalowe rozeznanie

Czując ten ogólny chaos w moich planach postanowiłam rozeznać temat. Wsród blogerek jest to temat niezmiernie popularny chyba, tak mi się przynajmniej wydaje, bo znalazłam co najmniej kilka(naście) wpisów o Bullet Journalu. Poniżej moja skrótowa interpretacja o co w tym wszystkim chodzi.

Bullet Journal: jest to dziennik czy planer w całkowicie dowolnej formie, dla którego charakterystyczne jest spisywanie bardzo skrótowych myśli/ zadań/ tematów (z angielskiego bullet points). Potrzebujemy do tego tylko coś do pisania oraz jakiś zeszyt i tyle. Naprawdę! Reszta to kwestia naszej wyobraźni. Inspiracji w necie znajdziecie sporo, jednak ja nie bardzo chcę się inspirować. U mnie na razie plan jest taki, żeby mieć listę (log) spraw/ zadań na cały rok (takie ogólne sprawy, które na pewno będą miały miejsce, i o których warto pamiętać), trochę bardziej konkretnie będzie wyglądała moja lista na cały miesiąc i później na tydzień. Postanowiłam też dodatkowo planować sobie posiłki (trochę po to, żeby bardziej ogarniać jakie produkty aktualnie w lodówce mam i co mogę z tego zrobić), a także moja garderoba (bo szyję, więc często potrzebuję robić sobie takie burze mózgów co mi się podoba, co do ubrania by mi się przydało itd.). Aha i przy moich tygodniowych i dziennych planach zostawię sobie też miejsce na luźne pomysły /przemyślenia. Jak będę miała ochotę to coś dorysuję, ale ogólnie plan jest taki, żeby zbyt wiele czasu mi to nie zajmowało 🙂 W końcu to tylko planowanie.

Aha! Ja zaczynam od zwykłego notesu w kratkę, który już mam od jakiegoś czasu i mam w nim też zapisanych kilka kartek + mam też taki bardzo cienko piszący cienkopis, którym się przyjemnie pisze.

bujo-3

Zamiary

Mój cel jest dość prosty, chcę żeby nie zajmowało mi uzupełnianie Bullet Journala niewiadomo jak dużo czasu. Rano przed wyjściem do pracy poświęcę na niego kilka minut i wieczorem jak będę szła spać, to też kilka minut poświęcę. I tyle. Mam nadzieję, że realizacja moich różnych planów i zadań będzie choć trochę efektywniejsza, a nie że będzie to planowanie dla samego planowania.Tego bym bardzo nie chciała. Jak coś z tego wyjdzie ciekawego, to obiecuję Wam o tym napisać. A póki co możecie obserwować mnie na moim Instagramie, tam od czasu do czasu będę umieszczać inspiracyjne zdjęcia z moich poczynań.

nieKartka · Scrapbooking · Uncategorized

Niemożliwe? Drugi scrap! / Impossible? The second layout!

Jeszcze miesiąc temu wydawałoby mi się niemożliwe, że w ogóle jakikolwiek scrap wyjdzie z moich rąk, a tu już drugi powstał!
Historia scrapa dotyczy wycieczki w Stanach z Las Vegas do San Diego (tak, tak to kontynuacja dla pierwszego mojego scrapa ;)). W Stanach jak wiadomo wiele innych rzeczy jest niż u nas, ale tego że jest tam miejscowość, która się nazywa nie inaczej tylko Zzyzx to chyba nikt by nie wpadł! Gdyby ktoś z Was był ciekawy, gdzie takie miejsce jest, to może sprawdzić mapę tutaj.

About a month ago it would seem quite impossible for me to create any layout at all and it actually is not that impossible as a second one was created. The layout is about a trip in US from Las Vegas to San Diego (yes, that is correct – this is a kind of futher story from my very first layout;)). As you know there are plenty of completely different things in US than e.g. in Poland… However the fact there is a township (I believe it is a township) which name is Zzyzx, nobody would ever guess! If any of you were interested where it is located then you can check the map out here.

Materiały wykorzystane to: / Materials used:
Button mania Jesse James,
Alphabet Prima,
Doodle Twine,
At the seaside paper – Lemonade.

Kartka - urodzinowa · Kopertówka · Uncategorized

Żmija na kartce / A viper on a B-Day card

Żmija na kartce się pojawiła, bo miała się pojawić 🙂 Bo tak miało być: kartka miała być koniecznie ze żmiją, koniecznie na 30ste urodziny i koniecznie z butelkami i kieliszkami. No więc te elementy umieściłam na niej.

A viper on a birthday card as it was supposed to be placed on it 🙂 I was to create a card with: a viper (necessarily), for 30th birthday (necessarily) and with bottles and glasses. That is why I created such a card.

Materiały / Materials:
karton wytłaczany / embossed cardstock,
tusze pigmentowe / pigment inks,
naklejki Prima / Prima stickers alphabet,
kieliszki i butelka z zestawu ślubnego Wycinanka,
dziurkacz Martha Stewart spider web.

Uncategorized

Zapoznanie z ATC

Jakoś tak nie mam za bardzo motywów, żeby robić jakieś nowe kartki, więc zaczęłam notesy, które były w poprzednich postach… No ale ilość notesowych tematów też mi się kończy, więc postanowiłam się zainteresować tematem ATC, czyli Artist Trading Cards. Zobaczymy co z tego wyniknie… coś już zaczęłam tworzyć wczoraj, ale jeszcze wersji gotowej nie ma. Trzymajcie kciuki! 😀

A tymczasem zapisuję się na Candy na inspiracje.scrap.com.pl.